Menu Zamknij

Idziemy razem – przez życie

Idziemy razem - przez życie

„Daruj sobie tego faceta. On jest niepoważny. Znajdziesz kiedyś lepszego. Tego kwiatu jest pół światu”. Często można usłyszeć takie słowa. Rzadziej rozmawia się o odpowiedzialności za relację, jej rozwój, za drugą stronę. O tych i innych sprawach damsko – męskich rozmawiam z Michałem Piekarą, autorem książki „Razem przez życie”.

Co było dla Pana inspiracją do napisania książki „Razem przez życie”?

Od kilku lat pracuję z zakochanymi, narzeczonymi i małżeństwami w ramach działań Fundacji Rodzin Pełna Chata (www.pelnachata.org). Ten czas dał mi poznać, jak wiele par poszukuje wsparcia, serdeczności i umocnienia. Podtytuł książki, Przewodnik dla małżeństw, które pragną zwyciężać, słusznie sugeruje, że książka przeznaczona jest dla tych, którzy nie boją się wyzwań, stawiają sobie wysoko poprzeczkę w życiu, którzy pragną zwycięsko wychodzić z konfliktów i kryzysów. Więc jednym z powodów, dla których napisałem książkę, jest wręczenie małżonkom narzędzia, które pozwoli odnosić sukcesy i zwycięstwa.

Jak, Pana zdaniem, wygląda sytuacja „na polu bitwy” o jedność małżeństw? Mężowie i żony walczą o poprawę relacji, czy raczej szukają szybkich, radykalnych rozwiązań?

Są tacy, którzy oddają małżeństwo bez walki. Ja pracuję z tymi, którzy nawet jeśli nie widzą szans na poprawę, to chcą spróbować. Stąd moje doświadczenie faktycznie dotyczy tych, którzy są na „polu walki”. To co istotne, to fakt, że niezależnie od poziomu poczucia bezradności małżonków, jeśli tylko autentycznie są gotowi na wspólną pracę, zawsze udaje się uzdrowić pewne aspekty ich małżeńskiego życia i tym samym przywrócić wiarę w to, że można być na nowo szczęśliwym w małżeństwie. Nie dzieje się to ot tak. To zawsze owoc ciężkiej pracy. Dopóki małżonkowie mają przed oczyma cel, który im przyświeca, wiedzą o co walczą, są wstanie osiągnąć zwycięstwo.

Rozwód jest obecnie wymieniany jako jedno z najlepszych rozwiązań małżeńskich kłopotów. Co sądzi Pan o takiej formie radzenia sobie z kryzysami?

Przede wszystkim trzeba zauważyć, że rozwód nie jest formą radzenia sobie z kryzysami, ale bezradnością wobec tego, co domaga się starań. W tym sensie rozwód niczego nie rozwiązuje, ale jest zamkniętym kołem błędów. Dopiero konfrontacja z sobą samym, w pozytywnym sensie z małżonkiem, pozwala na faktycznie uporanie się z jakimś problemem. Proszę zauważyć, że jeśli mąż i żona nie potrafią odczytywać swoich aktualnie przeżywanych uczuć i na nie reagować, to przecież rozwód nagle nie wykształci w nich tej umiejętności. Dlatego, w mojej ocenie, rozwód jest sytuacją, w której oboje małżonkowie, lub jedno z nich kapituluje wobec trudności, jakie stały się ich udziałem. Poniekąd tchórzą przed nimi. To bardzo niewygodne słowa, zdaję sobie sprawę. Ale widziałem kilkakrotnie, jak małżonkowie, którzy pogodzili się z „koniecznością” rozwodu, jako ostatnią deskę ratunku traktowali spotkanie z doradcą małżeńskim. Trafiali do mnie i po dwóch, trzech miesiącach ich małżeństwo wyglądało zupełnie inaczej – byli ze sobą szczęśliwi. Wybrali trudniejszą drogę, ale widzieli owoce tego wysiłku. Wierzę bardzo głęboko, że jeśli uda się wykrzesać odrobinę gotowości do powalczenia o małżeństwo, sukces jest możliwy. I oczywiście należy pozbyć się złudzeń, że owoce przyjdą od razu i wszystko będzie już poukładane na zawsze. Ale czyż nie cenimy tego, co wymaga trudu?

W książce przewija się idea „bambusa”, czyli powolnego wzrostu w relacji. Wyobraźmy sobie idealną parę. Jak wyglądałby jej rozwój od momentu poznania?

Idea bambusa w gruncie rzeczy mówi o czymś nieco innym. Otóż chodzi o to, że potrzeba czasu, by obserwować zmiany. Rozwód wydaje się również dlatego łatwiejszy, że pozornie wiążę się z rozwiązaniem szybkim, natychmiastowym. Tymczasem relacja potrzebuje czasu. Zmiany zwykle nie przychodzą od razu. Dlatego wiara w powodzenie misji zwanej „Ratujemy nasze małżeństwo” jest fundamentalna. Po zasadzeniu bambusa przez pierwsze kilka lat nic się nie dzieje na zewnątrz. Oprócz małego, koślawego pędu nic nie wyrasta ponad ziemię. Jednak po pięciu latach regularnego podlewania, nawożenia w ciągu zaledwie kilku tygodni mały pęd bambusa zmienia się w roślinę wysoką na dwadzieścia pięć metrów! Przez cały ten czas buduje system korzenny pod ziemią. Podobnie małżonkowie muszą założyć, że zmiany potrzebują czasu. Jeśli poddadzą się po kilku tygodniach, ponieważ ich małżeństwo wciąż przypomina koślawy pęd, to ominie ich radość oglądania wielkiego wzrostu.

Obok wskazówek natury psychologicznej pisze Pan o relacji z Bogiem. Psycholog z założenia powinien być neutralny. Jak w tym kontekście postrzega Pan siebie, promując wartości wiary?

Wskazówki mają charakter terapeutyczny. To fakt. I zgadza się, że w pracy z małżonkami należy być neutralnym. Stąd zwykle pytam małżonków, czy wiara daje im siłę. Niczego nie narzucam. Ale widzę olbrzymi potencjał i źródło siły dla małżonków walczących o swoje małżeństwo, kiedy opierają wizję sukcesu nie tylko na swoich siłach. Zwykle objawia się to wówczas, gdy dopada ich zniechęcenie i marazm. Wtedy właśnie możemy oprzeć się na Bogu. Bynajmniej nie w znaczeniu: „Boże, teraz to już Ty napraw moje życie!”, ale w znaczeniu: „Nie mam już siły. Z Tobą wszystko jest możliwe, więc się uda. Ale potrzebuję Twojej pomocy”. Książka ma te właściwość, że jest zawsze subiektywnym zdaniem autora. Książka nie jest terapeutą, choć może mieć elementy terapeutyczne. Słowem, moja praca z małżonkami nie promuje wartości wiary wprost, choć to ona nadaje głęboki sens mojej pracy.

Obserwuje Pan wzrost liczby par zainteresowanych wypełnianiem swojego powołania wraz z Bogiem? A może element wiary „odstrasza” tych, którzy szukają pomocy dla swojego związku?

Niestety nie mogę się na ten temat kompetentnie wypowiedzieć. Nie mam wiedzy na temat tego, czy więcej par chce iść razem przez życie z Bogiem, czy też nie. To, co obserwuję, to fakt, że coraz częściej małżonkowie poszukujący wsparcia szukają osoby, która nie dopuszcza rozwodu, jako opcji. Małżonkowie często obawiają się, zresztą słusznie, że terapeuta będzie im proponował rozwód, podczas, gdy oni chcą walczyć. Czasem zdarza się, że większym zagrożeniem dla małżonków jest terapeuta, a nie problemy, z którymi do niego przychodzą. To poważny problem. W swojej nowej książce, Razem przez życie. Przewodnik dla małżeństw, które pragną zwyciężać poruszam i tę kwestię. Proponuję kilka prostych zabiegów, które sprawdzą, czy terapeuta będzie ich mobilizował do walki, czy też proponował kapitulację.

Jaką wskazówkę dałby Pan młodym, którzy chcą od początku znajomości budować stabilną relację, która przetrwa lata?

Oj! To temat na zupełnie oddzielny wywiad! Więc odpowiem krótko, bez nadmiernego rozwijania treści zaznaczając jedynie hasłowo, co w mojej ocenie jest najważniejsze przed ślubem dla zbudowania trwałego i szczęśliwego małżeństwa. Po pierwsze, co potwierdzają również badania naukowe, młodzi powinni dobrze poznać się przed ślubem. Nieprawdą jest, że nie znamy czynników, które sprawiają, że młodzi będą mieć ogromne szanse na zbudowanie trwałej relacji. Wiemy, co może jeszcze przed ślubem być dla nich zagrożeniem, a co ich wzmocni. Dlatego owo dobre poznanie się, w sensie intelektualnym, duchowym i poznawczym (nie seksualnym!) jest rzeczą fundamentalną. Te szczególne obszary, w których podobieństwo jest tak ważne to: ocena tego, jak bardzo małżeństwo jest dla nich ważne; zgoda co do ról płci w małżeństwie; stosunek do kariery oraz spędzania czasu razem; określenie znaczenia materialnego dobrobytu; stosunek do wzajemnej niezależności w małżeństwie; postrzeganie granic w związku; przekonania religijne; stosunek do seksu oraz planowania rodziny. Brak zgody między młodymi w przynajmniej jednej z tych dziedzin wskazuje miejsce potencjalnych konfliktów. Ponieważ poglądy na powyższe sprawy są fundamentalne dla kreowania codziennego życia, zatem warto im się bacznie przyjrzeć. Oczywiście nie oznacza to, że jeśli młodzi dostrzegą różnice w którymś ze wspomnianych aspektów, to powinni się rozejść, ponieważ ich przyszłe małżeństwo jest spisane na straty. Nie! Ale jest to dla nich informacja, co powinni omówić. Jeśli okaże się, że porozumienie nie jest możliwe, wtedy należy mocno zastanowić się nad sensem wspólnego życia. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to łatwe. Ale kiedy potem przychodzi trud codziennego wytrwania i mierzenie się z innymi problemami, wtedy siła podobieństw w tych najważniejszych sprawach konsoliduje małżonków i pozwala w jedności lepiej poradzić sobie z daną trudnością. Owo zbudowanie wspólnej wizji małżeństwa stanowi odpowiedni fundament dla trwałego związku w miłości małżeńskiej.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

Rozmowa została opublikowana w lutym 2011 roku na stronie switprzyherbacie.wordpress.com.