Menu Zamknij

Idzie nowe

Idzie nowe

Rozpoczął się rok 2012. Dla niektórych rok końca świata, dla innych kolejny rok. Taki zwyczajny. Po prostu.

Kolejny rok życia, miesiące pracy, powtarzające się rodzinne uroczystości – urodziny, imieniny, śniadanie wielkanocne i wymarzony urlop. Na finiszu znowu pojedziemy na groby, potem wpadniemy w zakupowe szaleństwo i na sam koniec rozpakujemy prezenty, skonsumujemy wigilijną wieczerzę i zabawimy się w sylwestra. No chyba, że 21 grudnia (bądź innego, dowolnie wybranego przez “jasnowidzów” i “magów” dnia) przyjdzie Jezus i zabawa się skończy.

W międzyczasie będziemy spotykać się z ludźmi, kłócić się i godzić, budować i kończyć relacje, chadzać do kina albo czytać książki. Trochę się pouczymy, popracujemy mniej lub bardziej intensywnie i będziemy znowu narzekać na rząd i naszą polską rzeczywistość. Ci nieco bardziej “ogarnięci” będą stawiać sobie cele i próbować je osiągać, inni pozostaną przy życiowym “status quo”.

Może nie jest to pasjonujące życie, ale na pewno w miarę spokojne.

Z naszej spokojnej egzystencji na krótko mogą nas wyrwać czyjeś problemy. Własne na nieco dłużej. W końcu życie takie jest, słodko kwaśne, raz jest super, a raz chce się wyć. Nic na to nie poradzimy.

Czy istnieje jakaś znacząca różnica między wierzącymi i niewierzącymi? Zasadniczo nie. Wierzący też może dojść do wniosku, że codzienna modlitwa i coniedzielna Eucharystia (czasem okraszone cotygodniowym spotkaniem we wspólnocie) wystarczy. Pokiwamy głową i podumamy nad kazaniem, powiemy 30 razy “Jezu ufam Tobie” i już. Duchowy minimalizm z poczuciem, że Bogu została dana wystarczająca danina z czasu. Życie.

W poszukiwaniu Mądrości

Mądrość woła na ulicach,
na placach głos swój podnosi;
nawołuje na drogach zgiełkliwych,
w bramach miejskich przemawia:
«Dokądże głupcy mają kochać głupotę,
szydercy miłować szyderstwo,
a nierozumni pogardzać nauką?
Powróćcie do moich upomnień,
udzielę wam ducha mojego,
nauczę was moich zaleceń. (Prz 1, 20-23)

Niektórzy mawiają “drogę poznaje się idąc”. Też tak myślałam, dopóki nie zauważyłam, jak wielki jest czasem kontrast pomiędzy ludźmi, którzy swoje życie przeżyli raczej bezproblemowo a tymi, którzy musieli o coś walczyć. O zdrowie, o studia, o relacje w rodzinie, o normalność. Ale też nie zawsze. Bywa tak, że ktoś wiele przeżył, ale… no właśnie. Jakie ale? Przeżył, ale usłyszał wezwania do zmiany w tych przeżyciach. Do duchowego dorastania. Pewnie dlatego są mądrzy 20 – latkowie i głupi starcy.

Nie chodzi o to, by stać się pierwszym męczennikiem 3RP i zamęczać wszystkich dookoła opisami wszystkich straszliwych przeżyć i chorób, które na nas spadły. Również cierpienie przeżyte w myśl zasady “no cóż, tak jest, takie życie” nie otwiera oczu. Lata różnych doświadczeń nie dodadzą mądrości, o ile nie damy się im ukształtować. Nie spróbujemy dojrzeć w nich mądrości.

Szczególnie cierpienie daje możliwość zadania sobie pytania o jego sens i o sens życia, o to, jak je wykorzystać, by nieco duchowo urosnąć. W jaki sposób poradzić sobie, jak nie stać się ciężarem dla innych, jak przekuć to doświadczenie, by – kiedy minie – została po nim siła?  Cierpienie uczy również pokory. Umiejętności poproszenia kogoś o pomoc, przyznania się do własnej słabości. I wielu innych rzeczy, o ile nie potraktujemy go jako kolejnego elementu naszego życia, który po prostu jest. Choć z drugiej strony, kiedy już dojrzymy to co trzeba, pogodzenie się z jego obecnością zdecydowanie może nam ułatwić funkcjonowanie.

Spór z Bogiem

Życie może nie być proste dla jednych, innym zaś wyda się igraszką. Ale to, co może je przemienić, to oczy i uszy otwarte na to, co Bóg nam pokazuje i mówi. Pobożność czy obojętność nie da nam przestrzeni na spotkanie Boga. Bóg nie jest przewidywalny, nie jest w tym, co powtarzalne. Zaskakuje. I choć często codzienna uparta modlitwa czy praca nad sobą dają bazę do tego działania, jednocześnie na tyle nas przyzwyczaja do rutyny, że czasem nie potrafimy zauważyć wyjątków od reguły działania Bożego.

Droga na każdy dzień

Dla mnie idzie nowe. Kolejny rok, ale przede wszystkim każdy kolejny dzień sporu z Bogiem o naszą relację, o mnie, o moich bliskich. Idzie nowe, ale nie z nowym rokiem, tylko z każdym nowym dniem.

A Ty? Zaryzykujesz pójście taką drogą?

Myślę, że to życie może być pełniejsze, ale – paradoksalnie – trudniejsze. W momencie kryzysu znacznie łatwiej jest stwierdzić, że świat jest zły, niż zmierzyć się z pytaniem, dlaczego Bóg, który jest dobrem, zdaje się nie działać. (Szymon Hołownia, w: “Bóg, kasa i rock’n’roll”)

Tekst został opublikowany w styczniu 2012 roku na stronie nataliaswit.wordpress.com.