…i świat się jeszcze nie skończył

…i świat się jeszcze nie skończył

Są takie dni w życiu każdego z nas, że jedyna refleksją, którą potrafimy z siebie wykrzesać jest myśl: „ten dzień nie może nadejść”. I choć wie się, że czas płynie, i to wydarzenie niedługo znajdzie się po stronie przeszłości – gdzieś po głowie kołacze się przekonanie, że nadchodzi prywatny, mały koniec świata.

Krok w nieznane

Ostatnio „wzięło mnie” na wspominanie. Pierwszy raz, kiedy usiadłam za kółkiem. Pierwsza przejażdżka, już z prawem jazdy. Pierwszy egzamin maturalny. Pierwsze chwile w gimnazjum, w liceum. Pierwszy tekst na PSPO.

Wszystkie te wydarzenia mają wspólny mianownik. Oznaczają krok w nieznane, niepokój, ale też oczekiwanie na to, co będzie. Konfrontację z własnymi wyobrażeniami. Wreszcie – po jakimś czasie – „okrzepnięcie” w nowej sytuacji, która przestaje stresować, a zaczyna cieszyć, staje się czymś, co możemy kształtować i czym możemy się bawić.

Wspominki zrobiłam sobie pod wpływem Taty, który zasugerował, bym – zamiast doszukiwać się w swoim nowym „doświadczeniu” różnic pomiędzy nim a innymi poszukała części wspólnych. A jakież to było nowe doświadczenie? Poprowadzenie audycji w radiu. Na żywo.

Pokora i dystans

Gdy usłyszałam o tym, że będę miała taką możliwość ucieszyłam się. W końcu spełnić się miało marzenie sprzed ładnych siedmiu lat. Potem jednak narastał potworny stres. „Nie uda się”. „Ale ja nie umiem”. „Na pewno się spalę / pokażę ze złej strony”.

Właśnie ten mętlik czarnych myśli w głowie uświadomił mi, jak ważne w pracy dziennikarza są dwie cechy: pokora i dystans do siebie.

Pokora w tym kontekście oznacza zgodę na własną niedoskonałość. Chodzi o to, by stawiać sobie realistyczne cele i mieć wobec siebie realistyczne oczekiwania. Na pewno przekonanie, że ja od razu muszę wystąpić jako pełen profesjonalista (pełna profesjonalistka) nie należy do tych rozsądnych. W końcu nowe doświadczenia są po to, by się uczyć!

Druga ważna sprawa to dystans do siebie. Ponieważ nie wiemy wszystkiego i nie umiemy wszystkiego na samym początku wykonywania określonych obowiązków. Trzeba umieć spojrzeć z nieco odleglejszej perspektywy na to, co się udało, a szczególnie na to, co się nie udało, czy szybko i bezboleśnie wyciągnąć naukę z niepowodzenia. W końcu za to, że coś się zrobi źle, nasi „opiekunowie” nie zabiją nas (no, może czasem powiedzą kilka mocniejszych słów). Ale tak wyglądają początki wszystkiego! Poza tym, ponoć gafy zbliżają…

To nie jest jeszcze koniec świata!

To, co mnie skłoniło do napisania tego tekst to moje odczucia po audycji. Długo myślałam o niej jak o moim rzeczywistym, małym końcu świata. Nie chodzi mi o to, że coś się kończy, a coś zaczyna, ale że na drodze stoi jedno doświadczenie, które – gdy jeszcze na nie czekałam -nie wydawało mi się do końca realne. Jakby mózg nie dopuszczał tego, że to może być rzeczywistością, dopóki się nie wydarzy. A i potem łatwo uznać, że to był tylko sen.

I tak właśnie się czuję – jakby mój udział w audycji był tylko snem. Ale jest jeszcze to drugie dziwne uczucie. Jakby ten „koniec świata” po prostu zwyczajnie nastąpił, przynosząc ze sobą kolejny, zwykły dzień.

Tekst został opublikowany na stronie nataliaswit.wordpress.com w maju 2011 roku.