Fides et ratio

Fides et ratio

Wiara jest bardzo ważna. Jest łaską, o którą dobrze jest prosić każdego dnia. Jednak wiara to nie wszystko. Myślę sobie, że czasem stawiamy nawet za duży akcent na wiarę, zapominając, że współpracuje z nią na równi rozum. A przez rozum Bóg również może do nas dotrzeć.

Rozumu używamy (przynajmniej teoretycznie) codziennie. Z rozumem nierozerwalnie łączy się wiedza. Wiedza zaś to nasze doświadczenia plus to, co zdobyliśmy przez lata nauki i rozwoju. Nie ograniczam się tutaj do nauki w szkole czy na studiach, dodaję również obejrzane w życiu filmy, przeczytane książki. Korzystając z wiedzy, używamy rozumu.

Tutaj pojawia się ciekawe pytanie, jak można poznać Nieskończonego, który jest dla nas Tajemnicą, inaczej niż przyjmując wiele rzeczy “na wiarę”. W jaki sposób można też żyć, szukając odpowiedzi na palące pytania zamiast “przyjąć” bezkrytycznie wskazówki Kościoła i mieć święty spokój. Pełne poznanie nie jest możliwe, a poszukiwanie odpowiedzi i nie przyjmowanie wszystkiego od razu “na wiarę” nie jest proste (chodzi mi wciąż o bezkrytyczne pójście za wszystkim, co ktoś nam mówi). Myślę, że warto jednak pójść w kierunku poszukiwań- i poczytać książki.

Wiele mówi się o tym, by czytać codziennie Biblię. Jest to pierwsza książka, która powinna nie tylko być w domu lecz również nie powinna zbierać kurzu. Nasza wiara nie będzie żywa bez poznawania jej podstaw. Myślę, że z tym wiele osób się zgodzi. Zatem warto czytać, rozważać Biblię, wprowadzać w czyn teorię.

A co poza Pismem Świętym? Mnisi na przykład nie ograniczają się do Biblii, czytają chociażby pisma Ojców Kościoła. W benedyktyńskim refektarzu czytane są na głos i inne wartościowe książki. Według wielu księży jednym z obowiązków chrześcijanina jest rozwój duchowy właśnie poprzez wartościowe książki. W Internecie można znaleźć wiele ciekawych tekstów, ale zwykle to są wyrywki, to są wywiady, komentarze. Większą wiedzę znajdziemy w książkach.

Jest to ważne, by zatapiać się chociaż na krótki czas w lekturze innej niż Biblii. Ostatnio dużo czytam w komunikacji miejskiej. Nie ważne jest miejsce, ważny jest względny spokój i trochę więcej czasu. Piętnaście minut w pociągu to dobry początek. Dlaczego jednak tak bardzo drążę temat?

Celem czytania jest rozwój, jest poznanie. Jak już pisałam czytając nie poznamy Boga od A do Z i nie zdobędziemy niezbędnej wiedzy do tego, by nigdy więcej nie popełniać błędów i zawsze sobie radzić, ale zdobędziemy jakąś wiedzę. Kawałek, który może nam akurat pomóc w życiu. Ale nie tylko. Wiedza jest przeciwieństwem zabobonu. Myślę, że znając możliwe efekty wizyty u wróżki, bioenergoterapii czy jogi wiele osób zrezygnowałoby z korzystania z tych aktywności, z pożytkiem dla siebie i własnych rodzin. Chodzi też o umocnienie w wierze. Wielu ludzi szuka poza Kościołem tego, co w nim jest, ale do czego nie dotarli. Na przykład: nie mamy takiej medytacji jak buddyści ale mamy rozważanie słowa Bożego, które może mieć lepszy wpływ na życie. Nieznajomość tradycji i historii sprawia, że czasem migrujemy do innego wyznania, możemy też wpakować się do sekty. Gdyż ktoś serwuje nam półprawdę, w którą – mając małą wiedzę – wierzymy.

Na koniec myślowa perełka. Jak poznajemy świat, poza poznaniem zmysłowym?  Przez książki i inne przekazy. A jak poznać trochę Boga poza wiarą, czyli poznaniem duchowym? Też można przez książki. Nawet trzeba! Warto, zapewniam.

Czytając wymagające książki nie tylko zdobywamy wiedzę, także zadajemy sobie różne pytania. Zadawanie pytań i szukanie odpowiedzi to dla mnie najwspanialsza droga do Boga. Nie chodzi mi o pytanie – “dlaczego tak”, i obrażenie się na Boga że tak jest. Warto jest pytać, szukać odpowiedzi w Piśmie, w książkach napisanych przez ludzi Kościoła (a dużo wartościowych powstało na przestrzeni wieków), a czasem odłożyć mniej na daną chwilę ważne pytania i poczekać. Odpowiedź przyjdzie z czasem.

Fides et radio. Wiara i rozum. Rozum też jest potrzebny.

Tekst został opublikowany w grudniu 2010 roku na stronie nataliaswit.wordpress.com.