Facebook czy Facebóg?

Facebook czy Facebóg?

– Cześć, co tam u Ciebie?
– Cześć, jakoś żyję, sesja zaliczona, ferie mi się zaczęły. A co u Ciebie? Słyszałam, że wyjeżdżasz do Egiptu?
– Tak, skąd wiesz?
– Przecież pisałaś o tym na Facebooku.

Nie jest to cytat, coraz częściej zdarza mi się słyszeć mniej więcej taką samą rozmowę. Kiedyś było Gadu – Gadu, Nasza Klasa, Grono, teraz jest Facebook. Portale mnożą się, ale wciąż jest kilka wiodących. I wciąż coraz więcej ludzi przenosi swoje życie do sieci.

Życie w wersji „fast food”

W sieci możesz pisać i umieszczać co chcesz. Istnieją ograniczenia prawne, ale granic dobrego smaku często brakuje. Popularność jest tym, co się liczy. Jednak nawet jeśli nie jesteś znany/ znana, Internet daje coś, czego nie znajdzie się w codziennych kontaktach. Usuwa wiele trudności.

W rozmowach z ludźmi ważny jest przekaz werbalny i niewerbalny. W sieci zostają głównie słowa. Komunikacja ubożeje o język ciała i ton głosu. Kontakt z ludźmi jest zdecydowanie prostszy, wystarczy, że są dostępni na czacie. A jak nie, zawsze można wysłać maila. Mamy możliwość rozmowy z kilkunastoma znajomymi jednocześnie, na różne tematy, bez wychodzenia z domu. Włączamy się i jesteśmy on – line, a gdy mamy już dość – wylogowujemy się za pomocą jednego kliknięcia myszką.

Kontakt zatem jest dostępny na zawołanie, wtedy, gdy chcemy. Ponadto, w czasie rozmowy możemy przeglądać niezliczone strony w sieci czy grać na komputerze. Zatem to my ustalamy, ile jest tego kontaktu, ile uwagi poświęcamy na wymianę zdań. I kiedy, czasem nawet bez pożegnania, przerywamy rozmowę.

Sieć ułatwia życie?

Jeśli mam znajomych pod Inowrocławiem czy w Krakowie, sieć na pewno sprawi, że nasz kontakt będzie łatwiejszy. Telefony kosztują, listów już prawie nikt nie pisze, a życie płynie w takim tempie, że ciężko jest się wyrwać do innego miasta i spędzić wspólnie czas.

Dzięki portalom społecznościowym możemy wiedzieć, co porabia druga osoba, co ją rani, śmieszy, w jakim jest humorze. Jakie są jej zainteresowania? Poglądy polityczne? Wyznanie? Takie informacje znajdziemy chociażby na Facebooku. Łatwo można pokazać, że ma się podobne zdanie, poglądy, że coś się podoba. Wystarczy skopiować link bądź kliknąć „lubię to!”.

Czasem jednak kontakt jeden na jeden to za mało. Dlatego można również wciągnąć znajomych do jakiejś gry, aplikacji, wzajemnie komentować wpisy. Pełen „wypas”. Sieć buduje kontakty.

176 (nie)znajomych

Kiedy jest dobrze, to jest dobrze. A gdy jest źle, to nagle okazuje się, że z ponad setki znajomych na „Fejsie”, z którymi masz również kontakt na co dzień, nie masz z kim pogadać. Tak po prostu spotkać się i pogadać.

Ludzie wykorzystują sieć do zabawy. Nie neguję, „fun” jest w życiu potrzebny, natomiast nadmierne korzystanie z kontaktów przez sieć sprawia, że umierają nasze zdolności komunikacji międzyludzkiej. Relacje spłyca się do przycisku „lubię to!” i komentarza pod postem.

Trudno zauważyć to, gdy jest dobrze. Natomiast w trudnych chwilach widać jak na dłoni, jak sieć pozbawia umiejętności rozmowy. Na przyjemne tematy rozmawiać można godzinami czy w sieci, czy w „realu”. Na te trudniejsze już niekoniecznie.

Moje przebudzenie nie należało do najprzyjemniejszych. Słowa otuchy płynęły głównie nie ze strony tych, których widuję na co dzień, ale znajomych z Krakowa, spod Inowrocławia i innych odległych miejsc. Od osób, które jeszcze nie miały okazji dorastać „w sieci”. Ludzie Ci zachowali umiejętność rozmowy, niezależnie od okoliczności. I choć dzielą nas kilometry, wlewali przez bezduszną sieć w moje serce otuchę.

Nie twierdzę, że nikt z moich znajomych nie słał mi słów otuchy. Zabrakło mi jednak bezpośredniego kontaktu, wyciągnięcia na spotkanie sam na sam. Zabrakło rozmowy. Nie chcę oskarżać nikogo. Nie ma w tej sytuacji winnych.

To tylko ludzie, którzy nie umieją już być, towarzyszyć. Wszystko załatwiają przez Internet, choć ktoś, kto ich potrzebuje, mieszka kilka kilometrów, a może nawet kilka metrów od nich.

Facebóg

Dlaczego Facebóg? Internet to kolejny bożek naszych czasów. Zajmuje zaszczytne miejsce obok telewizji oraz gier komputerowych.

Oczywiście dobrze wykorzystana sieć może przysłużyć się szerzeniu dobra. Jednak za kluczowe uważam znalezienie odpowiednich proporcji życia w sieci i życia w świecie. Aby narzędzie, które można wykorzystać w dobrym celu nie stało się gwoździem do trumny naszego ducha.

Tekst został opublikowany w lutym 2011 roku na stronie nataliaswit.wordpress.com.