Dobry Pan Bóg z gliny

Recenzje książek

Adolf Detlev Cholonek, główny bohater książki, przyszedł na świat pechowego 29 lutego. Dzień ten, zdaniem babki małego Cholonka – Świętkowej, nie mógł przynieść małemu szczęścia w życiu. Matka chłopca, Michcia, zrzuciła winę za to na swojego męża, Stanika, który kilka miesięcy wcześniej, 7 maja, zamiast pójść ze swoją ukochaną na nabożeństwo majowe „pod krzakiem jarzębiny dał, że tak powiem, pierwszy impuls do ludzkiej egzystencji Cholonka na tym świecie”.

Tak rozpoczyna się powieść „Cholonek, czyli dobry Pan Bóg z gliny”, uznana za pierwsze tego typu dzieło o Śląsku. Jej autor, Janosch (a właściwie Horst Ecker), opisuje w niej życie Ślązaków w czasach międzywojennych oraz podczas II wojny światowej. Głównymi bohaterami są rodziny Świętków i Cholonków, które po ślubie Michci i Stanika wspólnie będą przeżywać dole i niedole tamtego okresu.

Wraz z dorastającym Cholonkiem poznajemy świat, który śmieszy, choć powinien przerażać. Wielu ludzi żyje w biedzie. Jedyną ucieczką wydaje się być alkohol, walka o zachowanie pozorów, a czasem – łapanie okolicznych ptaków. W tle widzimy rosnącą potęgę nazizmu, którego „urokowi” ulegną niektórzy z bohaterów. Ostatnią gorzką pigułką, którą przełkną jest II wojna światowa, z masowymi mordami Żydów i wybrykami żołnierzy radzieckich.

Janosch opisuje tę rzeczywistość korzystając obficie z czarnego humoru. Dzięki temu świat zapisany na kartach „Cholonka” bawi. Śmiejemy się, gdy ktoś umiera w wyniku głupiego zakładu, tępi wszy wódką albo czerwoną farbą, czy podkłada pod tramwaj drewnianą protezę nogi ku uciesze towarzyszy popijawy. Do łez rozbawiają mądrości Świętkowej czy stopniowa przemiana – rosnące skoncentrowanie na pozorach – Stanika i Michci pod wpływem coraz lepszych zarobków.

W obliczu tego, tytuł książki zdaje się być kolejną zabawną grą pozorów. Pan Bóg z gliny to taki Bóg, którego można kształtować w zależności od potrzeb. Jest dobry, ponieważ zdaje się w ogóle nie ingerować w życie bohaterów. Ludzie pamiętają o Nim, gdy jest potrzebny, w niedzielę oraz wtedy, gdy wypada posłać dziecko na katechezę. W pozostałym czasie jest jak gliniana figurka – stoi na półce i ładnie wygląda. Tylko czasem przeraża, małego Cholonka – ponieważ może go ukarać za grzech nieczystości.

„Cholonek” po raz pierwszy ukazał się w Polsce w czasie PRL – u. Niniejsze wydanie, które Państwu polecam, jest pierwszym nieocenzurowanym: zawiera m.in. kłopotliwe dla ówczesnych władz fragmenty o haniebnych zachowaniach żołnierzy radzieckich w czasie II wojny światowej.

Jest to książka, którą czyta się jednym tchem, pomimo pewnych językowych różnic. Wiele słów, które pojawiają się w powieści, to słowa do dziś jeszcze używane przez Ślązaków. I tak: guzik to knefel, ksiądz – to farorz, łysina to glaca, a czapka – to mycka. Mimo nieco odmiennych wyrazów czy sformułowań książkę czyta się bez problemów – łatwo jest domyśleć się z kontekstu, co autor miał na myśli. Pomocą jest również słowniczek najważniejszych terminów, zamieszczony na końcu książki.

Książką tą zachwycą się nie tylko Ślązacy. Każdy z nas znajdzie tam wiele humoru i nieco zadumy. Choć bohaterowie i Czytelnicy żyją w innych czasach, spotykamy się z podobnymi problemami i podobnie je rozwiązujemy. Historia Cholonka okazuje się być w mniejszym bądź większym stopniu historią każdego z nas.

„Cholonek, czyli dobry Pan Bóg z gliny”, Janosch. Tłumaczenie: Leon Bielas Wydawnictwo Znak, 2011, ss.260, ISBN: 978-83-240-1812-3

Recenzja ukazała się w grudniu 2011 roku na portalu Doorg oraz na stronie nataliaswit.wordpress.com.